Standard człowieka pracującego. Wracając, było na tyle jasno, że pozwoliłem sobie pojechać i rozeznać się w terenie, który nęcił i nęcił od dłuższego czasu. Zjeżdżając gdzieś musiałem się kontrolnie położyć, bo bym wyrżnął ;) przez co wyłączyło mi licznik na kilka km (nieuwzględnionych w tym wpisie). Za to ekscytowałem się cudownym terenem, który trzeba będzie zjeździć w każdą stronę! No i widziałem 2 sarenki ;)
Najpierw do pracy, a po pracy trasa przez Las Wolski, gdzie napotkałem śnieżne straszydło ;) W drodze do pracy staram się kręcić w fazie tlenowej ;) ale ciężko to idzie ;)
Nie udało się pojechać do pracy rowerkiem, więc trzeba było chwilę pokręcić porą wieczorową, a że lampkę mam małą, więc oświetlonymi asfaltowymi dróżkami rowerowymi pokręciłem chwilę.